3 sklepy, do których nie warto iść w Londynie

Regent+Street_1

Po kilku wyjazdach do Londynu istnieje kilka miejsc, do których stanowczo bym nie wróciła. Z tego względu, aby ułatwić Wam i sobie życie postanowiłam stworzyć listę sklepów, których według mnie nie warto odwiedzić. Jak dla mnie wizyta w nich to tylko strata czasu, a istnieje wiele innych, w których prawdopodobnie znajdziemy to, co nas interesuje.

1. Lilly Whites na Piccadilly Circus

Kiedy za pierwszym razem weszłam do środka tego 6-cio piętrowego sklepu z butami, akcesoriami i odzieżą sportową, byłam wprost zachwycona. To dla mnie nietypowy widok – kilkadziesiąt par butów rożnych marek, a spodenek sportowych od wyboru do koloru. O piłeczkach do tenisa już nie wspomnę.

W tym roku nosiłam się z zamiarem kupienia dwóch rzeczy w tym sklepie – sportowych butów Nike i legginsów z podstawowej kolekcji Adidasa. Nie spodziewałabym się, że w tak ogromnym sklepie nie będzie żadnej z nich. Rozumie buty, to model z 2014 roku, niedostępny w Polsce. Nawet w salonie Nike był w tamtym dniu wyprzedany. A zależało mi na przymiarce i doborze rozmiaru – zamówić przez internet zawsze się da. Legginsy są z podstawowej kolekcji i nawet przez myśl mi nie przeszło, że może ich nie być. Wydaje mi się, że najpierw wypadałoby zaopatrzyć się w podstawowe kolekcje, później myśleć o unikatowych modelach. Straciłam tylko czas na chodzenie po 6 piętrach, szukaniu sprzedawcy, któremu będę mogła zadać pytanie na temat interesujących mnie produktów.

2. Michael Kors na Regent Street

Co tu dużo mówić. Szukałam na mapie najbliższego salonu Michaela Korsa. Nawigacja wskazała mi ten na Regent Street. Pech tak chciał, że była przebudowa i po 15 minutach szukania adresu, zobaczyłam wielki znak przekierowujący mnie do salonu nieco dalej. Po kolejnych kilku minutach dotarłam. Weszłam do środka, a tam ANI JEDNEJ pary przecenionych butów ze strony. W salonie były prawie same torebki, butów śladowe ilości, a to na nich mi zależało. Dodam, że to jeden z większych sklepów Korsa w Londynie.

Szukałam skórzanych czarnych espadryli, które na stronie były w bardzo dobrej cenie. Kolejny raz zależało mi na przymiarce, aby dobrze dobrać rozmiar. Gdy spytałam o dany model, powiedzieli, że w ogóle go nie mieli! W sklepie stacjonarnym – w przeciwieństwie do sklepu online nie było żadnej przecenionej rzeczy. No może ze 3. Tylko ubrania, których z kolei (w większości) na stronie jeszcze nie ma.

3. Primark na Oxford Street

Wielkość sklepu i asortyment robią niesamowite wrażenie. Jednak ilość ludzi, niekończąca się kolejka do kasy i przymierzalni oraz ograniczona liczba rzeczy, które można przymierzyć za jednym razem, trochę zniechęca. Maksymalnie bierzemy 7 rzeczy, jeśli ktoś ma więcej, niestety musi odłożyć i… po przymierzeniu czekać na swoją kolej, kolejne kilkanaście minut. A uwierzcie, łatwo o więcej niż 7 sztuk w koszyku, sklep przepełniony jest ubraniami, dodatkami i butami. Za pierwszym razem, kiedy odwiedziłam Primarka na Oxford Street czekałam w kolejce do kasy aż 30 minut.

Kolejna sprawa to ilość osób, która wpływa na straszny bałagan i chaos w sklepie. Nierzadko pytając kogoś o lokalizacje danej rzeczy, znalezionej zupełnie przypadkiem na ziemi czy w innym dziale, sprzedawca nie był w stanie dokładnie określić, gdzie jest. Jedną pomógł mi znaleźć, jednak na wieszakach wisiały tylko te nie w moim rozmiarze. Pozostałe były gdzieś indziej w sklepie, ciężko stwierdzić, gdzie.

Ktoś z Was był w którymś z wymienionych miejsc? Napiszcie mi w komentarzach miejsca, do których nie warto iść w Londynie, dzięki temu łatwiej będzie rozplanować kolejne wyjazdy i nie zmarnować ograniczonego w podróży czasu! 🙂

0 I like it
0 I don't like it

One Comment

  1. Ten temat to mój konik :) Dzięki za artykuł. Pozdrawiam :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *