Trzy rzeczy, których nie lubię w Londynie...

londonA6-2

Zdążyłam już oznajmić chyba na wszystkich możliwych portalach, wszystkim możliwym osobom, że Londyn to miejsce, które kocham ponad wszystkie, w którym czuje się najlepiej, a przede wszystkim w którym moje serce bije szybciej. Uwielbiam Londyn za wspaniałą architekturę, niesamowite widoki, miejsca i bary, a deszcz, którego normalnie nie znoszę tam mi nie przeszkadza. Myślę, że to nie przypadek :). Poważnie, możecie mi wierzyć albo nie, ale nic nie koi mnie tak, jak widok Big Bena czy możliwość spaceru wzdłuż Tamizy.

Coroczne wypady to już rutyna – od 4 lat jestem tam co roku o innej porze. Najważniejsze, że jestem. Za pierwszym razem, kiedy w cudowny sposób udało mi się wygrać (w duecie) konkurs z angielskiego, w którym nagrodą był właśnie 5-cio dniowy wyjazd do Londynu, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Pamiętam ten moment jak dziś, kiedy przewodniczka opowiadając o tym mieście ekscytowała się tak, jakby żadne inne nie istniało. Nie rozumiałam jej emocji.

Kilka dni pobytu nie zdołało rozgonić moich rozważań. Dopiero kilka dni po powrocie do Polski, kiedy zmierzyłam się z inną rzeczywistością, wróciłam do starej rutyny i przemyślałam pewne rzeczy zrozumiałam, że ten Big Ben, o którym opowiadała ta kobieta nie jest mi obojętny, a samo miasto wzbudza uśmiech na twarzy. Jeszcze jaki!

Minęło kilka miesięcy, kiedy nie dawałam rodzicom spokoju. Kilka razy w tygodniu słyszeli nudną już z ich punktu widzenia frazę „Mamo, Tato! Polećmy do Londynu, proszę!”. Los tak chciał, że mamy rodzinę w Anglii i ich zaproszenie było dla mnie jednoznacznym powodem, aby odwiedzić również Londyn. Tak się stało. Dwa razy z rzędu. Za każdym razem poziom ekscytacji osiągał apogeum, a ja chciałam więcej. I nadal tak jest.

Kiedy w te wakacje znów postanowiłam się tam wybrać, aby tradycji stało się zadość, byłam wniebowzięta. Z dwóch powodów. No może trzech, ale o jednym chyba wspominać tu nie powinnam :). Londyn to jedno, a bardzo bliska mi osoba i możliwość spędzenia wspólnie aż tygodnia to drugie.

Już teraz na samą myśl mnie nosi, tapeta – Londyn, zdjęcie nad biurkiem – Londyn. W tym roku również planuje wybrać się tam w cieplejsze dni, z kilku powodów.

  1. Jest daleko od Warszawy

1638 km to stanowczo o 1000 za dużo, żeby pokonywać tą odległość kilkanaście razy w roku. Raz czy dwa, no ewentualnie trzy w porządku. Chociaż to i tak wymaga wielu nakładów czasowych i pieniężnych. Zanim dojadę do lotniska, później 2h czekania, kolejne 2h lotu i tak pół dnia mija. Dlatego jestem zdania, że lepiej jechać raz na dłużej, niż kilka razy po 3 dni, gdzie jeden i tak musimy przeznaczyć na transport.

2. Spędzanie czasu tam uzależnia, a powrót powoduje kilku tygodniową depresję

W tym roku podczas dwugodzinnego lotu powrotnego, przez jakieś pół moja współtowarzysząca nasłuchała się, jak to bardzo nie chcę wracać do Polski tylko zostać w Londynie i wycierała mi łzy. Porażka – niby 19 lat, a dalej zachowanie niczym małe dziecko. :D. Po powrocie ciężko było mi przyzwyczaić się do Opola. Miasta nieporównywalne pod żadnym względem. Tym bardziej podtrzymuje – raz a dobrze, przynajmniej oszczędzę innym narzekania i płaczu.

3. Za często zaprząta moje myśli, przez co mam problem z koncentracją

Nie chcę pisać, że właściwie to ten punkt jest zwieńczeniem tego wpisu i jednocześnie powodem, dla którego go napisałam. Wpis ma dwie strony, a tą drugą odczytają tylko osoby, które mnie znają :). Możecie się domyślać albo nie. Napiszę dostanie – moje myśli zaprząta Londyn i osoby, które w nim są.

0 I like it
0 I don't like it

2 komentarze

  1. Czy mógłbym zapytać, jaki jest Twój kierunek studiów?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *