Studia prawnicze - spostrzeżenia po pierwszym miesiącu

tumblr_oyyw88iVYO1wn4rkjo2_1280

Zawsze mam problem z napisaniem wstępu, bo od tego zależy, w jaką stronę pójdzie pisanie posta, jednak tym razem nie mam żadnych wątpliwości, że należy zacząć od tego, że jeśli coś mnie się nie podoba, jestem niezadowolona z choć jednego elementu, potrafię wyolbrzymić go tak, że moi znajomi zaczną go nienawidzić równie bardzo, jak ja. Dla przykładu, aby unaocznić Wam całą sprawę, podam moje poprzednie studia dziennikarskie. Nie znosiłam ich od pierwszych zajęć, kiedy dowiedziałam się, że wykłady obowiązkowe, będę przymuszana do przedmiotów związanych z religią, na których rzecz jasna będą ukazywane pro prawicowe poglądy. Najbardziej chyba bolał mnie fakt, że jestem do czegoś zmuszana i nie mogę sama zdecydować, kiedy chodzę, na co chodzę, co mnie interesuje, a przecież to już studia, a nie liceum (swoją drogą w liceum miałam bardzo luźno podchodzących nauczycieli, więc chociażby przez to nauka była jeszcze przyjemniejsza przyjemna, bo nikt mi nie kazał, tylko sama musiałam dojść do tego, na czym mi zależy, nad czym posiedzieć dłużej, a nad czym nie muszę prawie wcale).

Na podkreślenie zasługuje też fakt, który (był decydującym w kwestii jednoznacznej oceny prawa na tak – dziennikarstwa na nie), że prawo od zawsze było przedmiotem moich ogromnych zainteresowań, a dziennikarstwo traktuję bardziej jako ciekawe, roczne doświadczenie, dzięki któremu podszkoliłam warsztat dziennikarski, jakim jest pisanie i poprawne posługiwanie się językiem, a nie zawód, którym chciałabym się zajmować w przyszłości. Zanim zaczęłam studia, nie miałam potrzeby zagłębiać wiedzy w zakresie historii dziennikarstwa (mediów tak, ale tego na studiach nie miałam na pierwszym roku zbyt wiele), a wiedzy prawniczej owszem. WOS w szkole to mój ulubiony przedmiot zaraz po matmie i tak jak teraz otwieram książki z chęcią, tak miałam już w LO3.

Już na tym etapie widzę, że tytułem wpisu nie powinno być zdanie, którego użyłam. Żartuję oczywiście, nie myślcie, że jestem jakąś straszną marudą, po prostu nauczyłam się, że jeśli coś mnie się nie podoba, albo jestem zadowolona to po pierwsze – muszę szukać sposobu, aby to zmienić, a po drugie nie kłamię, że wszystko jest super, pięknie, kolorowo, jeśli w rzeczywistości nie jest.

Czas na to, co faktycznie ważne i na etapie tego wpisu istotne – studia prawnicze. Studiuję prawo na Uniwersytecie Wrocławskim w trybie dziennym od miesiąca i ku mojemu zdziwieniu, nie ma na ten moment, chociażby drobnostki, najmniejszego detali, który mogłabym delikatnie skrytykować. Wykładowcy, ćwiczeniowcy, sama merytoryka zajęć, jest na takim poziomie i tak bardzo spełnia moje oczekiwana, że na samą myśl o zajęciach, dosłownie z chęcią i uśmiechem na twarzy o nich myślę i idę bez marudzenia, że potrwają 7 h (we wtorki mam 7 h ćwiczeń) i nie myślę o tym, aby w połowie iść, bo nuda.

Jakie mam zajęcia?

Na pierwszym roku jest dość mało typowo prawniczych przedmiotów, ponieważ mam historię państwa i prawa polskiego, obsługę baz danych i łacinę dla prawników,  ekonomię i logikę dla prawników, mój ukochany wstęp do prawoznawstwa i prawo konstytucyjne.

Najbardziej obawiałam się wykładów – 2 h 15 min to dla mnie długo i wysiedzenie w jednym miejscu sprawia problem. Ku zdziwieniu mamy krótkie przerwy na rozprostowanie nóżek, a wykładowcy opowiadają tak ciekawie (jestem co prawda dopiero po ekonomii dla prawników i prawie konstytucyjnym, jednak na tej uczelni chodzenia na wykłady to moja wola – chcę, to chodzę, nie mogę, nie chcę, mam inne zajęcia, uczę się sama i przychodzę tylko na egzamin), że nie śpiąc wczoraj od 4:30, miałam oczy jak pięć złotych i z uwagą słuchałam i notowałam to, co chcą mi przekazać.

Jak z tą nauką?

Hmm, odpowiedź Was nie zdziwi, ale żeby ze spokojem, bez stresu chodzić na ćwiczenia, lepiej się do nich przygotować. Co tydzień dostajemy spis zagadnień, które będą omawiane, ale mimo to są do przestudiowania w domu. Wiadomo, że lepiej zrozumieć całokształt danego zjawiska ekonomicznego, mając jakąś podstawę. To żadna nowość. Ja uczę się regularnie, przed każdymi zajęciami czytam poprzednie notatki, robię sobie kilka przykładów z logiki w celu odświeżenia wiedzy, a zagadnień z łaciny, które już na tym etapie podano jako obowiązujące na egzamin, uczę się w miarę możliwości na bieżąco. Wybór należy do Was – możecie olać naukę, bawić się i wyjść z założenia, że pouczycie się dopiero w czasie sesji, ale wtedy już może być za późno. 150 sentencji i drugie tyle zwrotów z samej łaciny to nie materiał na jedną noc. Pamiętajcie o zdrowym rozsądku, równowadze i organizacji. Kiedy jest czas na imprezę, nie myślicie o nauce, ale czasem trzeba też znaleźć czas, aby przysiąść nad książkami i chociaż przez 15 min powtórzyć to, o czym była mowa. Nawet nie wiecie, jak to bardzo ułatwia.

zdj. Tumblr

1 I like it
2 I don't like it

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *